Sezon Lato 2023
Relacje meczowe: 1 Liga
Zarówno dla Dream Team Warsaw, jak i dla Energi zmagania w I-szej Letnie Lidze Fanów okazały się bardzo dużym wyzwaniem. W efekcie stawką tego meczu było ukończenie rozgrywek nad czerwoną strefą spadkową. Obie ekipy prezentowały bardzo otwarty, odważny futbol, a gracze obu stron nie bali się wdawać w indywidualne pojedynki dryblerskie. Niemniej, również formacje defensywne pokazały się z bardzo dobrej strony, czego efektem były tylko dwa trafienia w pierwszej połowie. Jako pierwsi worek z bramkami otworzyli goście, którzy wyszli na prowadzenie 0:1 po akcji Heorhija Parnitskiiego i Oleksandra Yakubiaka, gdzie pierwszy z wymienionych podawał, a drugi kończył akcję. Wyrównanie przyszło po akcji, w której Artur Jarosz wypatrzył dobrze ustawionego Antka Lazurko, a ten ustalił wynik pierwszej połowy na 1:1. Po zmianie stron tempo nie spadło, a jako pierwsi z bramki cieszyli się gracze gości, zdobytej przez Aidyna Yesally. Była to bramka pięknej urody, gdyż po podaniu Volodomyra Slobozheniuka obejrzeliśmy potężną bombę w okienku i było 1:2. To zapoczątkowało okres świetnej gry ekipy z Ukrainy, czego efektem były kolejne dwa trafienia. Najpierw na listę strzelców wpisał się Yevgen Caruk, a następnie na 1:4 podwyższył Roman Slobodyniuk. Wydawało się, że Energia ma ten mecz pod kontrolą, ale swój pościg rozpoczęli gospodarze. Najpierw bramka po akcji dwójkowej Adriana Wrońskiego i Artura Jarosza, gdzie drugi z wymienionych wykańczał, a następnie pewne wykonanie rzutu karnego przez Antka Lazurko i było tylko 3:4. Mimo desperackich prób, gracze Dream Team Warsaw nie zdołali jednak zdobyć wyrównującego gola i ostatecznie Energia wygrała 3:4.
Spotkanie Narodowego Śródmieścia z Otamanami nie miało istotnego znaczenia dla podziału medali w pierwszej lidze, ale liczyliśmy, że oba zespoły zmobilizują się maksymalnie i postarają się zakończyć zmagania w lidze letniej zwycięstwem. Więcej determinacji od początku widać było w obozie Olega Bortnyka i dość szybko goście wyszli na prowadzenie. Gospodarze starali się grać otwarty futbol, leczniedokładności w rozegraniu i kilka niefrasobliwości w obronie skutecznie wykorzystywali rywale. Stąd kolejne bramki, które szybko ustawiły Narodowe Śródmieście w ciężkim położeniu. Do przerwy na tablicy wyników widniał rezultat 0:4 i próżno było szukać kogoś, kto dawałby szansę na remontadę gospodarzom. Po zmianie połów goście nie forsowali zbytnio tempa. Kilka sytuacji z jednej i z drugiej strony nie przyniosły żadnej bramki a widoczna była spora nieskuteczność. Trzeba też przyznać że bramkarze w drugiej odsłonie potrafili pokazać kilka efektownych parad i na pewno byli wyróżniającymi się zawodnikami na boisku. Niemoc strzelecką po stronie teamu Marka Szklennika przełamał Dmytro Solomiichuk, który dwa razy wpisał się na listę strzelców. Otamany odpowiedziały trafieniami Kostii Didenko i Leonida Scherbyny i mecz ostatecznie zakończył się wynikiem 2:6. Na plus dla Narodowego Śródmieścia druga połowa, w której widać było pomysł na grę i dużo lepszą organizację. Niemniej jednak Otamany zasłużenie wygrywają i kończą rozgrywki na piątym miejscu co na pewno nie zadowala ekipę, która aspiracje miała zdecydowanie większe.
Mecz pomiędzy Contrą a Kebavitą, mimo że był jednym z dwóch najważniejszych spotkań finałowego weekendu Ligi Letniej mógł, ale nie musiał wyłonić mistrza 1.ligi. Tutaj bowiem nie tylko trzeba było wygrać, ale też liczyć na korzystny wynik starcia Ognia Bielany z FC Prykarpattią. Chociaż tak na dobrą sprawę, to nie wolno było zapominać, że w przypadku przegranej istniało ryzyko wypadnięcia poza podium, dlatego można sobie wyobrazić, że w obydwu obozach założenie było podobne – po prostu wygrać, a dopiero potem zastanawiać się, co to może oznaczać. To spotkanie nie przyniosło nam jednak takich emocji, na jakie liczyliśmy. Contra prowadziła tutaj tylko raz, gdy w 2 minucie gola zdobył Tomek Zagórski. Nie przełożyło się to jednak na kolejne bramkowe efekty, z kolei Kebavita powoli zaczęła wchodzić na swój poziom i w 9 minucie był już remis. I tak naprawdę wszystko co działo się dalej, miało jeden wspólny mianownik – gdy jedni swoich szans nie wykorzystywali, drudzy co mieli to strzelali. Contra zaliczała się do tej pierwszej grupy. I naprawdę nie można ekipie Michała Raciborskiego odmówić chęci oraz ambicji, ale co z tego, skoro chłopaki nie potrafili zdobyć bramki nawet z najprostszych sytuacji. Kebavita była z kolei niezwykle regularna i punktowała swoich oponentów bezlitośnie. Trzeba też zauważyć, że zespół Buraka Cana bardzo odpowiedzialnie rozgrywał piłkę, co przecież nie zawsze udawało się w poprzednich meczach. Ale tutaj wszystko wyglądało tak jak trzeba. No i wynik rósł. 3:1, 4:1, 5:1 i dopiero przy takim stanie Contrze udało się przełamać impas i zdobyć bramkę. Potem były okazje na następne trafienia, lecz magazynek z nabojami znowu się przyblokował i wyglądało to tak, jakby sami zawodnicy tej drużyny stracili wiarę, że jeszcze cokolwiek tutaj strzelą. Ostatecznie to oni musieli przyjąć ostatni cios i przegrali mecz 2:6, przez co z grona czterech drużyn walczących o złoto, to oni okazali się tą, która spadła poza podium. To na pewno duże rozczarowanie, tym bardziej, że mówimy o zespole, który kilka miesięcy wcześniej też nie wywalczył medalu w 1.lidze Ligi Fanów, bo potknął się na przedostatniej przeszkodzie. Takie rzeczy zostają w pamięci i na pewno nie będzie im łatwo zmotywować się do kolejnych celów. Ale walczyć trzeba. Co do Kebavity, to ona skończyła rozgrywki na drugim miejscu. Wynik starcia Prykarpattia – Ogień Bielany skończył się dla nich niekorzystnie, ale według nas te srebrne medale to wcale nie jest rozczarowanie. Bo Kebavita miała swoje problemy w Lidze Letniej, nie wszystko się tutaj zazębiało od samego początku, dlatego należy to srebro potraktować w kategoriach zachęty. Był brąz w Ekstraklasie, teraz srebro w Lidze Letniej, więc chyba nie musimy mówić, jakie powinno być ich założenie na kolejny sezon naszych rozgrywek.
Był to jeden z dwóch meczy o mistrzostwo 1 ligi. Zaangażowanie gości w każdy mecz jest nam dobrze znane i ławka rezerwowych teamu Yaroslava Nykyforaka była długa i szeroka. Z drugiej strony Ogień Bielany początkowo stawił się na placu w zaledwie siedmiu zawodników, a koledzy dojeżdżali w trakcie spotkania. Szczególnie dotkliwy był brak Kacpra Cetlina, który dotarł dopiero na drugą połowę, a już od pierwszego gwizdka tempo spotkania było iście zawrotne, i supersnajper Ognia przydałby się od samego początku. Co ciekawe to Ogień jako pierwszy wyszedł na prowadzenie – w 7 minucie Antoni Sidor i Szymon Lisiecki rozmontowali obronę Prykarpatti i ten drugi nie dał szans bramkarzowi. Goście cieszyli się z prowadzenia raptem minutę, bo tyle zajęło Andrijowi Dutchakowi wypracowanie sytuacji bramkowej, którą na gola zamienił Ruslan Kucher. W 10 minucie fatalny błąd popełnił bramkarz Prykarpatti Mykola Osichnyi – próbując łapać spadającą z wysoka piłkę wypuścił ją z rąk wprost pod nogi Marcina Staszyca, a ten spokojnie zapakował futbolówkę do siatki. Od tego momentu gospodarze byli zdecydowanie drużyną przeważającą, a szczególnie aktywny był Oleh Dvolaityk. W 14 minucie zdobył gola na 2:2, dwie minuty później dołożył kolejne trafienie, a w 18 minucie miał już na koncie hat-tricka. Przed przerwą bramkarz Ognia musiał skapitulować jeszcze raz po strzale Eugena Sitarenki i Prykarpattia schodziła do szatni z dość wyraźnym prowadzeniem 5:2. W drugiej połowie w ekipie Ognia pojawiły się nowe siły, bo na plac wszedł w końcu Kacper Cetlin. Mimo tego to goście byli wciąż w natarciu – najpierw potężny strzał z dystansu obronił Szymon Świercz, a po chwili rzut rożny w wykonaniu gospodarzy powinien skończyć się golem, ale zamiast tego obejrzeliśmy fatalny kiks. W 30 minucie kolejny atomowy strzał Andrija Dutchaka został sparowany przez bramkarza, ale piłka trafiła wprost pod nogi Yaroslava Nykyforaka i kapitan Prykarpatii ze spokojem wbił ją do siatki. Przy stanie 6:2 ofensywa gospodarzy wyraźnie siadła, a w natarciu był tym razem Ogień Bielany. Choć goście atakowali coraz częściej i coraz groźniej to bardzo ciasna obrona Prykarpatti nie pozwalała na zbyt wiele. Gospodarze wracali do obrony całym zespołem i mądrze ustawiali krycie, a strzały z dystansu były albo niecelne, albo przytomnie bronione przez Mykole Osychniya. Dopiero w 42 minucie udało się gościom zdobyć gola, a trafił niezawodny Kacper Cetlin. Był to znak dla kolegów z zespołu, że powrót z tak niekorzystnego wyniku jest możliwy, ale zawodnicy Prykarpatti bardzo szybko rozwiali wszelkie wątpliwości co do przebiegu tej rywalizacji. W 44 minucie trafił Ruslan Kucher. Po chwili gola dołożył Eugen Sitarenko, a kropkę nad i postawił Ivan Kosovych. Spotkanie skończyło się wynikiem 9:3 i wszystko zależało od wyniku rywalizacji Contry z Kebavitą. Kiedy dotarła wiadomość o tym, że górą była Kebavita, zawodnicy Prykarpatti wybuchneli radością, gdyż w tym układzie właśnie ta ekipa zdobyła mistrzostwo 1 ligi. Gratulujemy!







)
)
)
)
)
)
)
)